Mroczne cienie (Dark Shadows) -2012

7454543.3

Reżyseria: Tim Burton

Scenariusz: Seth Grahame Smith

Produkcja: USA

Gatunek: fantasy, horror, komedia

Moja ocena: 5/10

Po przeciętnej Alicji w Krainie Czarów Burton zrobił kolejny słabiutki film. Wierzę, że z pod ręki tego jednak wybitnego reżysera wyjdzie jeszcze jakieś bardzo dobre dzieło. Niestety póki co twórca pozostaje tylko cieniem samego siebie z przed lat . . . Standardowo mamy gotycki klimat, dużo bladości i podkrążonych oczu.

Zła wiedźma (Eva Green), której uczucia nie odwzajemnia młody mężczyzna Barnabas (Johny Depp), postanawia zabić miłość mężczyzny, a jego samego zamienić w wampira. Przez działania czarownicy, Barnabas zostaje pojmany i pogrzebany głęboko pod ziemią. Po niespełna dwustu latach, wampir wydostaje się z trumny i trafia w lata 70. Odnalezienie się w nowych czasach może być bardzo trudne.

Po wczorajszym seansie czuje się bardzo zawiedziony. Scenariusz tego filmu jest najsłabszym ogniwem całej produkcji, jest nudny i brak w nim jakiejkolwiek logiki. Do teraz nie wiem do końca jak ten tytuł zakwalifikować. Nie jest ani dość śmieszny, ani straszny. Nie wiem czy Burton chciał stworzyć film dla dzieci czy dla dorosłych, może dla nastolatków lub po prostu dla wszystkich ? Nie wiem. Kilka scen woła o pomstę do nieba. Amerykański reżyser próbował się ratować sceną, w której doktor Julia Hoffman (Helena Bonham carter), powołując się na tajemnicę lekarską, serwuje wampirowi felatio. Chciałbym żeby było to nie prawdą. Bo pomimo tego, że znam filmografię reżysera i wiem do jakich „dziwności” się on posuwa, to tutaj ręce mi opadły. Długo czekałem, aż fabuła się rozkręci, zamiast tego dostałem byle jaką historię z mało oryginalnym zakończeniem. No dobra, a co się udało ? Kobiety górą, rola Michelle Pfeiffer jako z pozoru zimnej i wyniosłej Elizabeth Collins, jest jej najlepszą kreacją od czasów Młodych gniewnych. Eva Green podrasowana przez grafików komputerowych jako ekscentryczna wiedźma wybitnie zagrała swoją postać, która daje wiele nadziei na to, iż kolejne angaże tej aktorki będą równie udane. Młoda Chloe Grace Moretz, to chyba najbardziej utalentowana, nastoletnia aktorka z którą miałem ostatnio do czynienia. Mniej zachwyciła mnie Bella Heathcote, której niewinna i naiwna postać zupełnie nie przypadła mi do gustu. Helena Bonham Carter – bez komentarza, zagrała tak jakby się jej w ogóle nie chciało, jakby grała za karę. Wreszcie Johny Depp, który nie może uwolnić się od Jacka Sparrowa. Czy tylko ja widziałem te same gesty, podobną mimikę ? No coś okropnego ! Najlepsze co było w Barnabasie to jego charakteryzacja a w szczególności fryzura, która dała ciekawy wyraz tej postaci. Fajny w tym filmie był jeszcze tylko stół w posiadłości Collinsów, masywny, drewniany i bardzo duży ;). A tak poważnie to zauważyliście, że prawie we wszystkich swoich filmach Burton umieszcza sceny przy stole ? Na koniec powiem, iż jak zwykle u Burtona scenografia i dekoracje dopracowane w najmniejszym szczególe są jak zwykle piękne i wyjątkowe. To wspaniałej aranżacji wizualnej reżyser nas już przyzwyczaił, dlatego moja ocena jest stosunkowo niska, ponieważ zabrakło polotu, oryginalności i „tego czegoś”. Amen.

Myślę, że czas na trochę świeżości i Burton i powinien odpocząć od dwójki swoich ulubionych aktorów. A uszczypliwie od jednego ulubionego aktora i swojej życiowej partnerki. Mrocznych cieni nie polecam i radzę wybrać jakiś inny film, bo szkoda zmarnować wieczoru, a i zrazić się do amerykańskiego reżysera przez pryzmat tego tytułu też nie warto.

Reklamy

Mroczny Rycerz powstaje (The Dark Knight Rises) – 2012

7476576.3

Reżyseria: Christopher Nolan

Scenariusz: Jonathan Nolan, Christopher Nolan

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 7/10

Moje oczekiwania co do finałowej odsłony opowieści o Batmanie Nolana, były bardzo duże. Najważniejszym wnioskiem jaki wysnułem po obejrzeniu najnowszej historii o człowieku – nietoperzu jest to, iż Nolanowi się po prostu nie odmawia, a szanujący się widz powinien zobaczyć każdy jego film pomimo kilku negatywów jakie zaobaczyłem w tym filmie. Christian Bale, Tom Hardy, Anne Hathaway, Michael Caine, Gary Oldman, Morgan Freeman, Marion Cotillard, Joseph Gordon Levitt, to najważniejsi aktorzy jakich udało się zgromadzić przy produkcji tego tytułu. Ta lista robi wrażenie, prawda ?

Mroczny Rycerz powstaje jest kontynuacją Mrocznego rycerza i prawdopodobnie ostatnim filmem o Batmanie w reżyserii brytyjskiego twórcy. W tej części adaptacji komiksu, pokazany jest nam powrót Batmana na ulice Gotham, który po 8 letniej przerwie, musi ponownie zmierzyć się z kolejnym ciemiężycielem miasta – zamaskowanym terrorystą Banem.

Oczywiście pod względem efektów specjalnych, rozwiązań i w ogóle techniki Nolan i jego ekipa wspięła się na wyżyny do czego zdążyli nas już przyzwyczaić. Chociaż np. nowa maszyna Batmana jak dla mnie była nieco zbyt futurystyczna i przez to przesadzona, za to motocykl to majstersztyk speców od animacji i efektów. Umila nam oglądanie muzyczna interpretacja Hansa Zimmera, klasycznej ścieżki z Batmana, która co i raz podgrzewa atmosferę i dozuje napięcie. Aktorsko najbardziej wiarygodni byli dla mnie Tom Hardy jako Bane, (który zaczyna być jednym z moich ulubionych aktorów), czego ten człowiek nie potrafi zagrać ? Największe zaskoczenie pozytywne to Anne Hathaway, po której nie spodziewałem się za wiele, a przyćmiła Marion Cotillard, w stosunku do której miałem dużo większe oczekiwania. Jednak również kreację tej drugiej muszę bronić, bo uważam że krytyka, która spotkała Marion, po tym filmie, wygłaszana na wielu blogach i profesjonalnych stronach zajmujących się filmem jest mocno przesadzona. Kobieta dała radę. Christian Bale jak zwykle na stałym dobrym poziomie. Reszta na prawdę na plus. Jako fan Skazanego na śmierć , zdradzę tym, którzy jeszcze najnowszego filmu o Batmanie nie widzieli, że epizodycznie można na ekranie dostrzec Wade`a Williamsa oraz Reggiego Lee. Zawiódł mnie nieco scenariusz, który serwuje nam wiele wyjątkowo wymyślnych wątków, i momentami serwuje po prostu mniej ciekawe sceny. Nowy Mroczny nie jest już tak mroczny jak poprzednia część. Wcześniejszy film przeżywam do dzisiaj, jak dla mnie był idealnym Batmanem wg Nolana a opisywanej przeze mnie kontynuacji nie udało się dosięgnąć tego ideału. Do tego uważam, że produkcja Brytyjczyka była nieco za długa. Pomimo tych minusów nie można odmówić wielkości Nolanowi i jego filmom dlatego daje 7/10.

Zdradzę Wam, że największy sentyment czuję do starych „batmanów” Tima Burtona. Pod względem efekciarskim wypadają blado, ale efekty specjalne to dziś domena wielu produkcji. Burton zrobił magicznego, fantastycznego Batmana, w którym klimat i ciekawa scenografia są cudowne. A role ?  Miód. A wy co sądzicie o różnych adaptacjach tego kultowego komiksu ?

 

Looper – Pętla czasu (Looper) – 2012

Reżyseria: Rian Johnson

Scenariusz: Rian Johnson

Produkcja: Chiny, USA

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 3/10

Wiem, że stosunkowo niska ocena. Może wczoraj byłem bardzo zmęczony, albo źle się zabrałem do tego filmu, ale do cholery, między środkiem a końcem prawie zasnąłem. Może jak kiedyś (w co wątpię) obejrzę Loopera raz jeszcze, to zmienię zdanie. Na gorąco, był to jeden z gorszych filmów jakie oglądałem w ostatnim czasie. Liczyłem na trochę więcej, nie dużo ale jednak więcej.

Najbardziej w tym tytule podobał mi się czasomierz, który do paska miał przypięty Joe (Joseph Gordon Levitt) oraz jego starsza wersja (Bruce Willis). Dowiedziałem się również, że w przyszłości narkotyki przybiorą postać kropli do oczu. Dobra ! Chodzi o to, że w przyszłości stają się możliwe podróże w czasie. Oczywiście są one nielegalne. Organizacje przestępcze dzięki nowej możliwości podróży w czasie eliminują niewygodnych ludzi. Wysyłają ich w przeszłość, a tam zajmują się nimi looperzy – zabójcy, którzy mordują ludzi odesłanych z przyszłości. Scenarzysta pokazał świat, gdzie za kilkadziesiąt lat, ludzie bezdomni i biedni będą zupełnie nietolerowani. Rian Johnson bardzo wyraźnie zaznaczył skrajną różnicę między bogatymi a biednymi. Młody Joe czeka na kolejną ofiarę, jego mocno stuningowany shotgun, wymierzony jest już w miejsce gdzie pojawić ma się przybysz z przyszłości. Człowiek pojawia się. Okazuje się, że Joe ma zabić samego siebie, tyle że z przyszłości, a jest to sprawka nowego szefa looperów Rainmana, który postanowił zamknąć wszystkie pętle. Czy Joe wykona swoją pracę, co zrobi ? O tym, jak skutecznie nie obronię Was przed tym filmem – przekonacie się sami. Główny bohater to najmłodszy w historii przyjęty do organizacji looper. Lubi nosić skórzaną kurtkę i elegancko wyglądać. Ma jak na tamte czasy dość klasyczny i archaiczny strój. Joe to trochę taki cwaniak, któremu do czasu, wydaje się że wszystko mu wolno. Będziecie w niezłym szoku jak zobaczycie postać Abe`a, szefa looperów w czasach teraźniejszości. Specjalnie nie zdradzę, kto go gra. Od razu wiedziałem, że kojarzę tego aktora, ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd (hahaha!). Na szczęście z pomocą przyszła moja wspaniała małżonka. Joe, który po  pracy odpręża się w klubie często zażywa futurystyczny narkotyk – jest uzależniony. W ten sposób próbuje zapomnieć o tym co robi. Na ekranie widoczne są jego moralne rozterki.

Nie mogę wymienić plusów tego filmu. Jednym może być piękne ciało Suzie, którą zagrała Piper Perabo (Prestiż, Wygrane marzenia). Aha no i plus za charakteryzację Josepha G. Levita – jest nie do poznania. Co do gry aktorów, to nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia. Joseph Gordon Levitt, na którego bardzo liczyłem, bo grać potrafi, był zaledwie poprawny. Dziadek Willis – nic nadzwyczajnego. Czy najlepsze czasy są już za nim ? Nawet bardzo utalentowana Emily Blunt, która zagrała Sarę  nie pomogła. Film ciągnie się i ciągnie. Katorgę przechodziłem choćby podczas nudnej sceny w barze – paplanina bez sensu.

W ogóle jak na taki futurystyczny klimat, to mało efektów specjalnych i ciekawych rozwiązań. Miałem Was przestrzec przed tym filmem, ale wiecie co, obejrzyjcie i powiedźcie mi czy moja dzisiejsza ocena jest wynikiem zmęczenia czy też nie. Bo ja na prawdę nie sądzę, iż mógłbym Loopera ocenić wyżej. Zastanawiałem się co prawda nad oczkiem wyżej, ale 4/10 dostał ode mnie wcześniej opisany Dyktator a na nim spać mi się jakoś nie chciało.

Kaznodzieja z karabinem (Machine Gun Preacher) – 2011

Reży

Reżyseria: Marc Foster

Scenariusz: Jason Keller

Produkcja: USA

Gatunek: biograficzny, dramat, kryminał, akcja

Moja ocena 6/10

Jak się teraz zastanowiłem  to jest to trochę film propagandowy, nieco w stylu amerykańskich produkcji przedstawiających Wujka Sama i jego mieszkańców w wyjątkowo dobrym świetle. Chociaż może przesadzam, sam nie wiem. Obraz ten jest oparty na faktach i opowiada historię żyjącego Sama Childersa, byłego członka gangu motocyklowego, założyciela fundacji Angels od East Africa, która zajmuje się ratowaniem dzieci w Sudanie Południowym i Ugandzie. Po odsiadce w więzieniu i zdarzeniu, w którym główny bohater próbuje zasztyletować pewnego gościa, Sam doznaje przemiany. Zaczyna chodzić do kościoła. Pewnego razu słyszy opowieść misjonarza o pracy w Afryce. Postanawia sam udać się na misję. Jego nowe zadanie przysłania mu potrzeby i pragnienia własnej rodziny. Główny bohater chorobliwie oddaje się walce z bezwzględną grupą Josepha Kony – autentycznego zbrodniarza i ludobójcy.

Nie jestem przekonany co do tak stanowczej przemiany Sama Childersa (Gerard Butler). Butler a raczej postać w którą się wcielił  była zatwardziałym kryminalistą, narkomanem, który dla dragów zrobiłby wszystko, nie szanował swojej żony i matki. W końcu stał się czystym jak łza człowiekiem pełnym wiary, dobroci aby na koniec zamienić się w fanatyka działań w Afryce. Trochę za duży przeskok jak dla mnie. Butler swoją grą stworzył za bardzo różne wcielenia jednej postaci. Jak dla mnie ta kreacja była za mało spójna. Poza tym, za bardzo nie mam się do czego przyczepić. Solidna reżyseria twórcy Marzyciela , poprawny scenariusz i na prawdę niezłe zdjęcia.

Znalazłem, również bardzo fajną ciekawostkę na portalu filmweb: Na plakacie filmu widnieje napis: „I dokonam srogiej pomsty w zapalczywym gniewie” (JW 19:48) („And I will strike down upon thee with great vengeance and furious anger”). Są to słowa zaczerpnięte z wypowiedzi jednego z głównych bohaterów filmu „Pulp Fiction” Julesa Winnfielda granego przez Samuela L. Jacksona. Informacja w nawiasie natomiast zawiera inicjały głównej postaci oraz minutę i sekundę filmu, w którym padły te słowa.

Jeżeli wierzycie w uzdrawianie świata, walkę ze złem, albo po prostu lubicie historie oparte na faktach to jest to film dla Was. Ja ponownie nie sięgnę po ten tytuł. Pomimo tego wszystkiego – niezły.

Underworld: Przebudzenie (Underworld: Awakening) – 2012

Reżyseria: Mans Marlind, Bjorn Stein

Scenariusz: John Hlavin, J. Michael Straczynski, Allison Burnett, Len Wieseman

Produkcja: USA

Gatunek: horror, akcja

Moja ocena: 8/10

Na początku przyznam się, że jestem fanem całej serii Underworld i choć jeszcze nic nie słyszałem o planach to czekam już na kolejną część. W najnowszej odsłonie już chyba kultowej sagi o wampirach (nie mylić z tym popularnym romansidłem) Selena budzi się po 15 latach hibernacji. Na świecie ludzie już wiedzą o istnieniu istot odmiennych od ludzi, społeczeństwo zna wampirów i lykanów. Po przebudzeniu czeka na główną bohaterkę nie lada niespodzianka. Okazuje się, że w centrum badawczym gdzie przez 15 lat przetrzymywana była Selena, dorastała jej córka – Eve.

Film ponownie utrzymany jest w mrocznej konwencji gdzie w obrazie przez cały czas przeważają ciemne barwy. Początkowo mi to przeszkadzało, ale już przy czwartej odsłonie jestem do tego przyzwyczajony i mi to nie przeszkadza. O reżyserach tej części nie mogę powiedzieć zbyt wiele ponieważ ich kompletnie nie znam. Na pewno nie zniszczyli jakości Underworld`a. Kate Beckinsale jak zwykle w formie, chociaż ja zauważyłem już w tej części upływ lat. Twarz Seleny pomimo pewnie specjalistycznego make up`u nie jest już taka jak w poprzednich częściach. Nie zawiódł mnie również Charles Dance, którego Thomas jest bardzo mroczną i charakterystyczną postacią. Moje wielkie nadzieje, co do dalszej kariery rozbudziła India Eisley, która zagrała córkę Seleny – Evę. Dziewczyna ma coś w spojrzeniu. Brawa dla speców od efektów, dzięki którym twarz Evy podczas przemiany nabiera fantastycznego wyrazu.

Jedna uwaga. Chociaż film trwa 1 godzinę i 28 minut, to kiedy skończyłem seans, było mi przykro, że to już koniec. Akcja toczy się bardzo szybko, a ja bym chciał napawać się klimatem filmu trochę dłużej. Ogólnie jak najbardziej polecam.

Niesamowity Spider-Man (The Amazing Spider-Man) – 2012

Reżyseria: Marc Webb

Scenariusz:  James Vanderbilt, Alvin Sargent, Steve Kloves

Produkcja: USA

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 6/10

Najnowszy film o człowieku pająku jest po prostu dobry. W sam raz na leniwe popołudnie lub wieczór.  Obraz ten ogląda się bardzo przyjemnie, bez większego wkładu jako widza. Niesamowity Spider-Man to pierwszy film z nowej serii o superbohaterze, który wyczynia efektowne akrobacje za pomocą pajęczej sieci. Kilka informacji, otóż w nowej koncepcji Peter Parker (Andrew Garfield) zaczyna swoją przygodę z pajęczym wcieleniem już w liceum. Początkowo nad nową odsłoną pracował reżyser poprzedniej trylogii Sam Raimi, jak podają media twórca jednak wycofał się z tego projektu. W sieci krążą plotki, że Raimi oraz Tobey Maguire nie godząc się na znaczącą ingerencję studia filmowego w nową część przygód, zostali po prostu wyrzuceni z załogi pracującej na filmem. Parker, który próbuje dowiedzieć się , dlaczego został oddany pod opiekę wujków, oraz chce dociec co stało się z jego rodzicami trafia na Curta Connorsa (Rhys Ifans).  Człowiek ten kiedyś był bardzo bliskim współpracownikiem ojca naszego głównego bohatera. Młody Parker zostaje przypadkowo ukąszony przez pająka o zmodyfikowanym DNA i tak zaczyna się cała historia.

Co do strony technicznej filmu, to efekty specjalne stoją na przyzwoitym poziomie, do którego przyzwyczaiły nas już poprzednie części. Obawiałem się czy młody Andrew Gargield udźwignie kultową dla wielu fanów komiksu postać. Udało mu się to wyjątkowo dobrze, jak dla mnie był nawet lepszy od poprzednika. Garfield stworzył postać żywiołową i pełną ekspresji. Parker nie jest już taką pierdołą jak za czasów Maguira. Teraz bohater jest przebojowy i ma po prostu jaja. Już po The Social Network wiedziałem, że z Andrew będą ludzie. Ciekawym zaskoczeniem jak dla mnie było obsadzenie w tej marvelowskiej produkcji Martina Sheena i Sally Field w rolach wujostwa Petera. Zupełnie nie pasowali mi do konwencji adaptacji komiksu o człowieku – pająku, a jednak po obejrzeniu filmu uważam, że byli perfekcyjnie wpasowani i fabułę i całość obrazu. Postać ukochanej spider-mana tym razem zagrała młoda, zdolna i obiecująca aktorka Emma Stone. Dziewczynę wystąpiła w głośnych Służących. Podsumowując grę aktorów nie było to coś niebywale wyjątkowego ale gra stała na całkiem przyzwoitym poziomie. Było pod tym względem na prawdę OK. Co do efektów specjalnych jest bardzo dobrze i wystarczy zobaczyć efekt na ekranie, każdy przekona się, że jest bardzo dobrze.

Muzykę do filmu stworzył uznany kompozytor James Horner, którego nuty podziwiać można w Titanicu, Avatarze czy Apollo 13.  Tak się składa, iż większość filmów z muzyką tego pana jest powyżej przeciętnego kina. Jedna rada na koniec dla wszystkich, którzy tego tytułu jeszcze nie widzieli. Omijajcie szerokim łukiem wersję z polskim dubbingiem – niszczy cały film. W ogóle nie oglądajcie filmów z dubbingiem (z wyjątkiem może Shreka). Nie ma to jak oryginalna ścieżka. Amen.

Malena (Malèna) – 2000

Reżyseria: Giuseppe Tornatore

Scenariusz: Giuseppe Tornatore

Produkcja: USA, Włochy

Gatunek: dramat

Moja ocena: 7/10

Wahałem się czy nie dać oczko wyżej, sceneria naprawdę mnie urzekła, do tego boska Monica. Jednak jaką ocenę dałem w finale – każdy widzi. G.Tornatore włoski reżyser i scenarzysta to geniusz, z pod którego ręki wychodzą same świetne filmy. Obrazy, które przenoszą nas wewnątrz fabuły, sam środek wydarzeń. Twórca ten miał szczęście urodzić się w pięknym, typowym włoskim miasteczku – Bagherii. W swoich filmach, wspaniale ukazuje nam cudowne historie, okraszone cudownymi krajobrazami, włoskich miasteczek. Jego dzieła ogląda się z zachwytem a same scenerie są poezją dla oczu i duszy.

Dzisiaj, bardzo krótko opowiem tylko o jego jednym filmie. Filmie wyjątkowym, ze względu na historię, zdjęcia oraz odtwórczynię głównej roli – Monicę Bellucci. Malena to dramat włoskiej produkcji z 2000 roku. Obraz przedstawia nam wydarzenia, które mają miejsce w pięknym, bardzo malowniczym miasteczku na Sycylii, podczas II wojny światowej. 13 letni Renato zakochuje się w Malenie, miejscowej piękności. Chłopiec wyobraża sobie, iż niczym w zachodnim filmie, ma z młodą kobietą romans. . .

Malena to film, który pokazuje jak przez pożądanie, zawiść i kompleksy innych ludzi można zniszczyć delikatną, piękną kobietę. Sprawić by była całkiem samotna i cierpiąca. Na koniec, nalegam abyście obejrzeli ten film i wszystkie pozostałe autora Maleny. Tornatore pokazuje nam wspaniałe włoskie kino, pełne małych klimatycznych miasteczek, w których ja chciałbym żyć. Un film bellissimo !