Excision – 2012

7455077.3

Reżyseria: Richard Bates Jr.

Scenariusz: Richard Bates Jr.

Produkcja: USA

Gatunek: horror, groteska filmowa

Moja ocena: 5/10

Jestem zły na siebie, jestem zły na autorkę porządnego bloga filmowego „Po napisach końcowych”, której recenzja popchnęła mnie do tego tytułu ;), jestem zły na pomysłodawcę tego filmu. W ogóle jestem wkurwiony, że obejrzałem ten film do końca, że go w ogóle obejrzałem. Do teraz boli mnie brzuch, a w głowie kołaczą się dziwne myśli.

O czym jest Excision reżysera, który nie wiadomo skąd się wziął i kim naprawdę jest (z głową ma na pewno coś nie tak ! ) ? To historia siedemnastoletniej Pauline ( AnnaLynne McCord), która jest nie do końca akceptowana przez otoczenie, a w jej głowie tkwi chora wizja zostania chirurgiem, a raczej rzeźnikiem, taplającym się bez umiaru we krwi. Dziewczyna w nocy podczas snu, przeżywa psycho – seksualne fantazje, które przedstawiają sytuację bliskości z pokrojonymi ludźmi, nieboszczykami upieprzonymi krwią i flakami. Chore ! Rzygać mi się chcę jak do tego wracam. Takie paskudne i obrzydliwe wizje, sprawiają że Pauline przeżywa intensywne orgazmy. W filmie występują też wstawki, w których główna bohaterka rozmawia z Bogiem, zaczyna w niego wierzyć, szuka usprawiedliwienia swoich czynów. Nie wiem po co to wszystko ? Może ktoś z Was wyjaśni mi jakim to oryginalnym i wspaniałym tworem jest ten film, takim innym, nietuzinkowych i odważnym. Gówno prawda, to obleśna próba nie wiadomo czego i nie wiadomo po co. Cały czas jest mi niedobrze. Jest masa scen, które są koszmarne (nawet nie straszne ale obrzydliwe do potęgi). Ta notka będzie sporym spojlerem ale muszę Wam wyznać, że scena która była metaforą aborcji, bardzo bardzo mnie oburzyła i błagam nie piszcie, że uciekam od rzeczywistości i że jestem ograniczony albo czegoś nie rozumiem to było po prostu perfidne, chore i okropne ! Zakończenie  filmu już i tak z poszarpanego mózgu robi sieczkę, która jeszcze w moim przypadku na drugie dzień pozostawia swoje ślady.

Zapytacie pewnie skąd jednak ocena 5 ? Otóż pomimo tego całego niezdrowego pomysłu i (bleee!) obmierzłej realizacji, to jednak obraz przykuwa uwagę, charakteryzacja McCord jest świetna, gra drugoplanowych aktorów, filmowych rodziców Pauline (Traci Lords i Roger Bart) to majstersztyk i w oderwaniu od tego o czym jest to film i co nam pokazuje, to naprawdę te dwie role są zagrane świetne.

Niektóre filmy mają przekaz, niektóre są dla rozrywki, a czemu służy Excision ? Nie wiem, po prostu nie wiem.  Ja na pewno do tego filmu nie wrócę już nigdy, kontrowersyjne tematy można przedstawiać inaczej, wydaje mi się że jestem twardym facetem, ale chyba nie mam w sobie zbyt dużo z psychopaty i takie kino nie jest dla mnie. Kurcze! A może mam, po dotrwałem do końca i nawet mnie trochę to wszystko wciągnęło  . . .

Jeszcze jedna sprawa. Nie próbujcie mi wmówić, że jest to historia nieszczęśliwej nastolatki o złożonych problemach, braku miłości, że to dla tego, iż mamy tragedię rodziną i tak dalej i tak dalej. Czubek Bates chciał po prostu przedstawić szerokiej publiczności swoje chore wizje. Dziękuję.

Reklamy

Mroczne cienie (Dark Shadows) -2012

7454543.3

Reżyseria: Tim Burton

Scenariusz: Seth Grahame Smith

Produkcja: USA

Gatunek: fantasy, horror, komedia

Moja ocena: 5/10

Po przeciętnej Alicji w Krainie Czarów Burton zrobił kolejny słabiutki film. Wierzę, że z pod ręki tego jednak wybitnego reżysera wyjdzie jeszcze jakieś bardzo dobre dzieło. Niestety póki co twórca pozostaje tylko cieniem samego siebie z przed lat . . . Standardowo mamy gotycki klimat, dużo bladości i podkrążonych oczu.

Zła wiedźma (Eva Green), której uczucia nie odwzajemnia młody mężczyzna Barnabas (Johny Depp), postanawia zabić miłość mężczyzny, a jego samego zamienić w wampira. Przez działania czarownicy, Barnabas zostaje pojmany i pogrzebany głęboko pod ziemią. Po niespełna dwustu latach, wampir wydostaje się z trumny i trafia w lata 70. Odnalezienie się w nowych czasach może być bardzo trudne.

Po wczorajszym seansie czuje się bardzo zawiedziony. Scenariusz tego filmu jest najsłabszym ogniwem całej produkcji, jest nudny i brak w nim jakiejkolwiek logiki. Do teraz nie wiem do końca jak ten tytuł zakwalifikować. Nie jest ani dość śmieszny, ani straszny. Nie wiem czy Burton chciał stworzyć film dla dzieci czy dla dorosłych, może dla nastolatków lub po prostu dla wszystkich ? Nie wiem. Kilka scen woła o pomstę do nieba. Amerykański reżyser próbował się ratować sceną, w której doktor Julia Hoffman (Helena Bonham carter), powołując się na tajemnicę lekarską, serwuje wampirowi felatio. Chciałbym żeby było to nie prawdą. Bo pomimo tego, że znam filmografię reżysera i wiem do jakich „dziwności” się on posuwa, to tutaj ręce mi opadły. Długo czekałem, aż fabuła się rozkręci, zamiast tego dostałem byle jaką historię z mało oryginalnym zakończeniem. No dobra, a co się udało ? Kobiety górą, rola Michelle Pfeiffer jako z pozoru zimnej i wyniosłej Elizabeth Collins, jest jej najlepszą kreacją od czasów Młodych gniewnych. Eva Green podrasowana przez grafików komputerowych jako ekscentryczna wiedźma wybitnie zagrała swoją postać, która daje wiele nadziei na to, iż kolejne angaże tej aktorki będą równie udane. Młoda Chloe Grace Moretz, to chyba najbardziej utalentowana, nastoletnia aktorka z którą miałem ostatnio do czynienia. Mniej zachwyciła mnie Bella Heathcote, której niewinna i naiwna postać zupełnie nie przypadła mi do gustu. Helena Bonham Carter – bez komentarza, zagrała tak jakby się jej w ogóle nie chciało, jakby grała za karę. Wreszcie Johny Depp, który nie może uwolnić się od Jacka Sparrowa. Czy tylko ja widziałem te same gesty, podobną mimikę ? No coś okropnego ! Najlepsze co było w Barnabasie to jego charakteryzacja a w szczególności fryzura, która dała ciekawy wyraz tej postaci. Fajny w tym filmie był jeszcze tylko stół w posiadłości Collinsów, masywny, drewniany i bardzo duży ;). A tak poważnie to zauważyliście, że prawie we wszystkich swoich filmach Burton umieszcza sceny przy stole ? Na koniec powiem, iż jak zwykle u Burtona scenografia i dekoracje dopracowane w najmniejszym szczególe są jak zwykle piękne i wyjątkowe. To wspaniałej aranżacji wizualnej reżyser nas już przyzwyczaił, dlatego moja ocena jest stosunkowo niska, ponieważ zabrakło polotu, oryginalności i „tego czegoś”. Amen.

Myślę, że czas na trochę świeżości i Burton i powinien odpocząć od dwójki swoich ulubionych aktorów. A uszczypliwie od jednego ulubionego aktora i swojej życiowej partnerki. Mrocznych cieni nie polecam i radzę wybrać jakiś inny film, bo szkoda zmarnować wieczoru, a i zrazić się do amerykańskiego reżysera przez pryzmat tego tytułu też nie warto.

Mroczny Rycerz powstaje (The Dark Knight Rises) – 2012

7476576.3

Reżyseria: Christopher Nolan

Scenariusz: Jonathan Nolan, Christopher Nolan

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 7/10

Moje oczekiwania co do finałowej odsłony opowieści o Batmanie Nolana, były bardzo duże. Najważniejszym wnioskiem jaki wysnułem po obejrzeniu najnowszej historii o człowieku – nietoperzu jest to, iż Nolanowi się po prostu nie odmawia, a szanujący się widz powinien zobaczyć każdy jego film pomimo kilku negatywów jakie zaobaczyłem w tym filmie. Christian Bale, Tom Hardy, Anne Hathaway, Michael Caine, Gary Oldman, Morgan Freeman, Marion Cotillard, Joseph Gordon Levitt, to najważniejsi aktorzy jakich udało się zgromadzić przy produkcji tego tytułu. Ta lista robi wrażenie, prawda ?

Mroczny Rycerz powstaje jest kontynuacją Mrocznego rycerza i prawdopodobnie ostatnim filmem o Batmanie w reżyserii brytyjskiego twórcy. W tej części adaptacji komiksu, pokazany jest nam powrót Batmana na ulice Gotham, który po 8 letniej przerwie, musi ponownie zmierzyć się z kolejnym ciemiężycielem miasta – zamaskowanym terrorystą Banem.

Oczywiście pod względem efektów specjalnych, rozwiązań i w ogóle techniki Nolan i jego ekipa wspięła się na wyżyny do czego zdążyli nas już przyzwyczaić. Chociaż np. nowa maszyna Batmana jak dla mnie była nieco zbyt futurystyczna i przez to przesadzona, za to motocykl to majstersztyk speców od animacji i efektów. Umila nam oglądanie muzyczna interpretacja Hansa Zimmera, klasycznej ścieżki z Batmana, która co i raz podgrzewa atmosferę i dozuje napięcie. Aktorsko najbardziej wiarygodni byli dla mnie Tom Hardy jako Bane, (który zaczyna być jednym z moich ulubionych aktorów), czego ten człowiek nie potrafi zagrać ? Największe zaskoczenie pozytywne to Anne Hathaway, po której nie spodziewałem się za wiele, a przyćmiła Marion Cotillard, w stosunku do której miałem dużo większe oczekiwania. Jednak również kreację tej drugiej muszę bronić, bo uważam że krytyka, która spotkała Marion, po tym filmie, wygłaszana na wielu blogach i profesjonalnych stronach zajmujących się filmem jest mocno przesadzona. Kobieta dała radę. Christian Bale jak zwykle na stałym dobrym poziomie. Reszta na prawdę na plus. Jako fan Skazanego na śmierć , zdradzę tym, którzy jeszcze najnowszego filmu o Batmanie nie widzieli, że epizodycznie można na ekranie dostrzec Wade`a Williamsa oraz Reggiego Lee. Zawiódł mnie nieco scenariusz, który serwuje nam wiele wyjątkowo wymyślnych wątków, i momentami serwuje po prostu mniej ciekawe sceny. Nowy Mroczny nie jest już tak mroczny jak poprzednia część. Wcześniejszy film przeżywam do dzisiaj, jak dla mnie był idealnym Batmanem wg Nolana a opisywanej przeze mnie kontynuacji nie udało się dosięgnąć tego ideału. Do tego uważam, że produkcja Brytyjczyka była nieco za długa. Pomimo tych minusów nie można odmówić wielkości Nolanowi i jego filmom dlatego daje 7/10.

Zdradzę Wam, że największy sentyment czuję do starych „batmanów” Tima Burtona. Pod względem efekciarskim wypadają blado, ale efekty specjalne to dziś domena wielu produkcji. Burton zrobił magicznego, fantastycznego Batmana, w którym klimat i ciekawa scenografia są cudowne. A role ?  Miód. A wy co sądzicie o różnych adaptacjach tego kultowego komiksu ?

 

Musimy porozmawiać o Kevinie (We Need to Talk About Kevin) – 2011

 

7466167.3

Reżyseria: Lynne Ramsay

Scenariusz: Lynne Ramsay, Rory Kinnear

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Gatunek: dramat, thriller

Moja ocena: 7/10

W ubiegłym roku wieszczono komercyjny sukces tego filmu, było dużo o tym tytule w telewizji, prasie i radiu. To nadmierne nawoływanie do pójścia na tą produkcję, początkowo mnie zniechęciło. Po upływie czasu, postanowiłem jednak sięgnąć po film szkockiej reżyserki. Jak to się mówi lepiej późno niż wcale. Nie żałuje, że poświęciłem swoją 1 godzinę i 50 minut na Musimy porozmawiać o Kevinie, bo obraz ten jest wart znacznie dłuższej uwagi, niż moje marne parę chwil.

Film jest swego rodzaju układanką, której elementy powoli, cały czas są składane aby w końcu ułożyć się w jedną spójną, choć pozostawiającą wiele pytań całość. Scenariusz i cała historia przedstawiona nam jest w formie wspomnień głównej bohaterki Evy (Tilda Swinton). Kreśląc ogólnie fabułę, ten bardzo ciekawy film opowiada nam historię trudnego i nieszczęśliwego życia matki Kevina (Ezra Miller), który od najmłodszych lat świetnie manipuluje otoczeniem, a samej matce skutecznie uprzykrza życie. Nad Kevinem nie ma w zasadzie żadnej kontroli, co powoduje iż życie jego matki zamienia się w prawdziwy koszmar, tragedię która łapie widza za serce, a mi samemu nakazała przez cały film trzymać stronę Evy. Chociaż wydaje mi się, iż sama Eva od pierwszych chwil życia Kevina, po prostu nie darzyła go takim uczuciem jak większość matek swoje dzieci. Może w ogóle go nie kochała . . .  Ciężko być obiektywnym, gdyż postać Kevina i cała historia jest przedstawiona z perspektywy matki i to jej odczucia narzuciły mi sposób myślenia o tym filmie a co za tym idzie wnioski.

Jest w tym tytule kilka scen, które mocno zapadają w pamięć, nie chce za wiele zdradzać ale sami się zorientujecie o które ujęcia mi chodzi :). Bardzo wkurzyło mnie nastawienie ludzi do Evy, która jeżeli w ogóle była, to na pewno w niewielkim stopniu odpowiedzialna za zachowanie swojego syna. Największym atutem tego filmu jest sposób w jaki opowiedziana jest na cała historia. Ciągłe retrospekcje coraz mocniej pozwalają odczuć ból, który doskwiera matce. Uważam, że rola Tildy Swinton w tym filmie jest jedną z jej najlepszych, fantastyczna charakteryzacja a także inwencja aktorki to mistrzostwo. Patrząc na twarz Evy widzimy, jak bardzo jest zmęczona i wykończona przeszłością, jak bardzo jest samotna i jak bardzo cierpi. Również kreacja młodego Millera, świetnie pokazuje charakter, powiem mało dosadnie „trudnego” dziecka. Na drugim planie jest jeszcze ojciec Kevina (John C. Reilly), którego postawą odebrałem jako bierną i bagatelizująca wszelkie sygnały, że z synem jest coś nie tak.

Największe plusy filmu to przejmująca opowieść oraz gra pierwszoplanowej dwójki aktorów. Małym mankamentem jest jednostronne przedstawienie wydarzeń, co trochę utrudnia odbiór, ale od czego mamy wyobraźnię i własne zdanie. Prawda ? Musimy porozmawiać o Kevinie to ważny film, pokazujący do tej pory nieafiszowaną, dramatyczną relację na linii rodzic – dziecko. Zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł. 

 

 

 

Looper – Pętla czasu (Looper) – 2012

Reżyseria: Rian Johnson

Scenariusz: Rian Johnson

Produkcja: Chiny, USA

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 3/10

Wiem, że stosunkowo niska ocena. Może wczoraj byłem bardzo zmęczony, albo źle się zabrałem do tego filmu, ale do cholery, między środkiem a końcem prawie zasnąłem. Może jak kiedyś (w co wątpię) obejrzę Loopera raz jeszcze, to zmienię zdanie. Na gorąco, był to jeden z gorszych filmów jakie oglądałem w ostatnim czasie. Liczyłem na trochę więcej, nie dużo ale jednak więcej.

Najbardziej w tym tytule podobał mi się czasomierz, który do paska miał przypięty Joe (Joseph Gordon Levitt) oraz jego starsza wersja (Bruce Willis). Dowiedziałem się również, że w przyszłości narkotyki przybiorą postać kropli do oczu. Dobra ! Chodzi o to, że w przyszłości stają się możliwe podróże w czasie. Oczywiście są one nielegalne. Organizacje przestępcze dzięki nowej możliwości podróży w czasie eliminują niewygodnych ludzi. Wysyłają ich w przeszłość, a tam zajmują się nimi looperzy – zabójcy, którzy mordują ludzi odesłanych z przyszłości. Scenarzysta pokazał świat, gdzie za kilkadziesiąt lat, ludzie bezdomni i biedni będą zupełnie nietolerowani. Rian Johnson bardzo wyraźnie zaznaczył skrajną różnicę między bogatymi a biednymi. Młody Joe czeka na kolejną ofiarę, jego mocno stuningowany shotgun, wymierzony jest już w miejsce gdzie pojawić ma się przybysz z przyszłości. Człowiek pojawia się. Okazuje się, że Joe ma zabić samego siebie, tyle że z przyszłości, a jest to sprawka nowego szefa looperów Rainmana, który postanowił zamknąć wszystkie pętle. Czy Joe wykona swoją pracę, co zrobi ? O tym, jak skutecznie nie obronię Was przed tym filmem – przekonacie się sami. Główny bohater to najmłodszy w historii przyjęty do organizacji looper. Lubi nosić skórzaną kurtkę i elegancko wyglądać. Ma jak na tamte czasy dość klasyczny i archaiczny strój. Joe to trochę taki cwaniak, któremu do czasu, wydaje się że wszystko mu wolno. Będziecie w niezłym szoku jak zobaczycie postać Abe`a, szefa looperów w czasach teraźniejszości. Specjalnie nie zdradzę, kto go gra. Od razu wiedziałem, że kojarzę tego aktora, ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd (hahaha!). Na szczęście z pomocą przyszła moja wspaniała małżonka. Joe, który po  pracy odpręża się w klubie często zażywa futurystyczny narkotyk – jest uzależniony. W ten sposób próbuje zapomnieć o tym co robi. Na ekranie widoczne są jego moralne rozterki.

Nie mogę wymienić plusów tego filmu. Jednym może być piękne ciało Suzie, którą zagrała Piper Perabo (Prestiż, Wygrane marzenia). Aha no i plus za charakteryzację Josepha G. Levita – jest nie do poznania. Co do gry aktorów, to nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia. Joseph Gordon Levitt, na którego bardzo liczyłem, bo grać potrafi, był zaledwie poprawny. Dziadek Willis – nic nadzwyczajnego. Czy najlepsze czasy są już za nim ? Nawet bardzo utalentowana Emily Blunt, która zagrała Sarę  nie pomogła. Film ciągnie się i ciągnie. Katorgę przechodziłem choćby podczas nudnej sceny w barze – paplanina bez sensu.

W ogóle jak na taki futurystyczny klimat, to mało efektów specjalnych i ciekawych rozwiązań. Miałem Was przestrzec przed tym filmem, ale wiecie co, obejrzyjcie i powiedźcie mi czy moja dzisiejsza ocena jest wynikiem zmęczenia czy też nie. Bo ja na prawdę nie sądzę, iż mógłbym Loopera ocenić wyżej. Zastanawiałem się co prawda nad oczkiem wyżej, ale 4/10 dostał ode mnie wcześniej opisany Dyktator a na nim spać mi się jakoś nie chciało.

Kaznodzieja z karabinem (Machine Gun Preacher) – 2011

Reży

Reżyseria: Marc Foster

Scenariusz: Jason Keller

Produkcja: USA

Gatunek: biograficzny, dramat, kryminał, akcja

Moja ocena 6/10

Jak się teraz zastanowiłem  to jest to trochę film propagandowy, nieco w stylu amerykańskich produkcji przedstawiających Wujka Sama i jego mieszkańców w wyjątkowo dobrym świetle. Chociaż może przesadzam, sam nie wiem. Obraz ten jest oparty na faktach i opowiada historię żyjącego Sama Childersa, byłego członka gangu motocyklowego, założyciela fundacji Angels od East Africa, która zajmuje się ratowaniem dzieci w Sudanie Południowym i Ugandzie. Po odsiadce w więzieniu i zdarzeniu, w którym główny bohater próbuje zasztyletować pewnego gościa, Sam doznaje przemiany. Zaczyna chodzić do kościoła. Pewnego razu słyszy opowieść misjonarza o pracy w Afryce. Postanawia sam udać się na misję. Jego nowe zadanie przysłania mu potrzeby i pragnienia własnej rodziny. Główny bohater chorobliwie oddaje się walce z bezwzględną grupą Josepha Kony – autentycznego zbrodniarza i ludobójcy.

Nie jestem przekonany co do tak stanowczej przemiany Sama Childersa (Gerard Butler). Butler a raczej postać w którą się wcielił  była zatwardziałym kryminalistą, narkomanem, który dla dragów zrobiłby wszystko, nie szanował swojej żony i matki. W końcu stał się czystym jak łza człowiekiem pełnym wiary, dobroci aby na koniec zamienić się w fanatyka działań w Afryce. Trochę za duży przeskok jak dla mnie. Butler swoją grą stworzył za bardzo różne wcielenia jednej postaci. Jak dla mnie ta kreacja była za mało spójna. Poza tym, za bardzo nie mam się do czego przyczepić. Solidna reżyseria twórcy Marzyciela , poprawny scenariusz i na prawdę niezłe zdjęcia.

Znalazłem, również bardzo fajną ciekawostkę na portalu filmweb: Na plakacie filmu widnieje napis: „I dokonam srogiej pomsty w zapalczywym gniewie” (JW 19:48) („And I will strike down upon thee with great vengeance and furious anger”). Są to słowa zaczerpnięte z wypowiedzi jednego z głównych bohaterów filmu „Pulp Fiction” Julesa Winnfielda granego przez Samuela L. Jacksona. Informacja w nawiasie natomiast zawiera inicjały głównej postaci oraz minutę i sekundę filmu, w którym padły te słowa.

Jeżeli wierzycie w uzdrawianie świata, walkę ze złem, albo po prostu lubicie historie oparte na faktach to jest to film dla Was. Ja ponownie nie sięgnę po ten tytuł. Pomimo tego wszystkiego – niezły.

Underworld: Przebudzenie (Underworld: Awakening) – 2012

Reżyseria: Mans Marlind, Bjorn Stein

Scenariusz: John Hlavin, J. Michael Straczynski, Allison Burnett, Len Wieseman

Produkcja: USA

Gatunek: horror, akcja

Moja ocena: 8/10

Na początku przyznam się, że jestem fanem całej serii Underworld i choć jeszcze nic nie słyszałem o planach to czekam już na kolejną część. W najnowszej odsłonie już chyba kultowej sagi o wampirach (nie mylić z tym popularnym romansidłem) Selena budzi się po 15 latach hibernacji. Na świecie ludzie już wiedzą o istnieniu istot odmiennych od ludzi, społeczeństwo zna wampirów i lykanów. Po przebudzeniu czeka na główną bohaterkę nie lada niespodzianka. Okazuje się, że w centrum badawczym gdzie przez 15 lat przetrzymywana była Selena, dorastała jej córka – Eve.

Film ponownie utrzymany jest w mrocznej konwencji gdzie w obrazie przez cały czas przeważają ciemne barwy. Początkowo mi to przeszkadzało, ale już przy czwartej odsłonie jestem do tego przyzwyczajony i mi to nie przeszkadza. O reżyserach tej części nie mogę powiedzieć zbyt wiele ponieważ ich kompletnie nie znam. Na pewno nie zniszczyli jakości Underworld`a. Kate Beckinsale jak zwykle w formie, chociaż ja zauważyłem już w tej części upływ lat. Twarz Seleny pomimo pewnie specjalistycznego make up`u nie jest już taka jak w poprzednich częściach. Nie zawiódł mnie również Charles Dance, którego Thomas jest bardzo mroczną i charakterystyczną postacią. Moje wielkie nadzieje, co do dalszej kariery rozbudziła India Eisley, która zagrała córkę Seleny – Evę. Dziewczyna ma coś w spojrzeniu. Brawa dla speców od efektów, dzięki którym twarz Evy podczas przemiany nabiera fantastycznego wyrazu.

Jedna uwaga. Chociaż film trwa 1 godzinę i 28 minut, to kiedy skończyłem seans, było mi przykro, że to już koniec. Akcja toczy się bardzo szybko, a ja bym chciał napawać się klimatem filmu trochę dłużej. Ogólnie jak najbardziej polecam.