Obywatel X ( Citizen X ) – 1995

6976659.6

Reżyseria : Chris Gerolmo

Scenariusz: Chris Gerolmo

Produkcja: USA

Gatunek: Thriller

Moja ocena: 8/10

Obywatel X to pierwszy film, który recenzuje w ramach Projektu Kino . Moja obawa, iż historia osadzona w Związku Radzieckim, zrealizowana przez amerykanów będzie wypatrzona, jednostronna i będzie mocno propagandowa, okazała się nieuzasadniona. Co więcej bardzo mocno uwierzyłem w wersję autentycznych wydarzeń opowiedzianych przez Chrisa Gerolmo. Możliwe, że moje początkowo sceptyczne podejście do tej produkcji wynikało, z faktu iż w okresie w którym powstał film stosunki na linii USA-Rosja nie układały się najlepiej.

Film ten opowiada autentyczną historię, która miała miejsce z Związku Radzieckim w latach 80. Na przełomie kilku lat Andriej Czikatilo (Jeffrey DeMunn)  zabił 52 osoby. Obraz ten przedstawia nam niemalże całe śledztwo, prowadzone przez ambitnego i niezwykle zdolnego detektywa Viktora Burakova. Więcej nie będę Wam zdradzał bo fabuła Obywatela X jest majstersztykiem filmowym i żal mi odbierać Wam niewątpliwą przyjemność oglądania tego tytułu.

Już na początku filmu w pełen grozy klimat wprowadza na sugestywna muzyka Randy`ego Edelmana, która idealnie dopasowuje się do historii o seryjnym mordercy. Obywatel X kręcony w nieco teatralnej konwencji, ogląda się jednym tchem, pomimo braku „pompy” i szczególnych sztuczek, których używa obecnie wielu filmowców dla podniesienia efektowności swoich produkcji. Jak już wspomniałem największym atutem tego dzieła jest scenariusz, który na kanwie prawdziwych wydarzeń opracował Gerolmo. Dzięki tak wspaniale opowiedziane historii poznajemy złożone działanie ówczesnych radzieckich służb, osobowość wybitnego detektywa a także motywy i przerażające działanie samego mordercy.

Co jeszcze sprawiło, że film ten oceniam wysoko ? Otóż rewelacyjne aktorstwo, bez szaleństw mamy tutaj do czynienia z bardzo porządnym warsztatem aktorskim. Stephen Rea grający w końcu awansowanego na porucznika Viktora Burakova, zrobił na mnie największe wrażenie. Muszę przyznać, że przez czas trwania filmu moja ocena jego roli diametralnie uległa zmianie. Gdzieś do połowy filmu uważałem, że zagrał słabiutko, po czym zrozumiałem jego grę i doceniłem niezwykły talent. Jego kreacja w tym filmie jest dla mnie jedną z najlepszych jakie widziałem. Drugim aktorem, którego chcę wyróżnić jest Joss Ackland grający homoseksualnego, z pozoru zatwardziałego komunistę, gloryfikującego system Bondarchuka. Postać zagrana przez tego aktora była niezwykle przekonywująca i wywołała u mnie mocne emocje. Również Jeffrey DeMunn (którego znałem z Walking Dead ) zagrał bardzo, bardzo dobrze. Jako seryjny morderca jest wiarygodny, wyśmienicie pokazuje nam to, jakim jest człowiekiem. Na koniec Donald Sutherland, który w swoim ogromnym dorobku aktorskim ma wiele wspaniałych, ale i również kilka słabym ról tutaj pokazał się od tej lepszej strony. Osobiście bardzo polubiłem postać Mikhaila Fetisova.

Kończąc mój wywód na temat tego filmu, mogę powiedzieć tylko jedno, że jest to kawał dobrego, naprawdę dobrego kina. POLECAM !  !  ! P.S. Dopiero zaczynam oglądać filmy z projektu ale czuję, że ten tytuł może być faworytem w 2 edycji projektu.

Musimy porozmawiać o Kevinie (We Need to Talk About Kevin) – 2011

 

7466167.3

Reżyseria: Lynne Ramsay

Scenariusz: Lynne Ramsay, Rory Kinnear

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Gatunek: dramat, thriller

Moja ocena: 7/10

W ubiegłym roku wieszczono komercyjny sukces tego filmu, było dużo o tym tytule w telewizji, prasie i radiu. To nadmierne nawoływanie do pójścia na tą produkcję, początkowo mnie zniechęciło. Po upływie czasu, postanowiłem jednak sięgnąć po film szkockiej reżyserki. Jak to się mówi lepiej późno niż wcale. Nie żałuje, że poświęciłem swoją 1 godzinę i 50 minut na Musimy porozmawiać o Kevinie, bo obraz ten jest wart znacznie dłuższej uwagi, niż moje marne parę chwil.

Film jest swego rodzaju układanką, której elementy powoli, cały czas są składane aby w końcu ułożyć się w jedną spójną, choć pozostawiającą wiele pytań całość. Scenariusz i cała historia przedstawiona nam jest w formie wspomnień głównej bohaterki Evy (Tilda Swinton). Kreśląc ogólnie fabułę, ten bardzo ciekawy film opowiada nam historię trudnego i nieszczęśliwego życia matki Kevina (Ezra Miller), który od najmłodszych lat świetnie manipuluje otoczeniem, a samej matce skutecznie uprzykrza życie. Nad Kevinem nie ma w zasadzie żadnej kontroli, co powoduje iż życie jego matki zamienia się w prawdziwy koszmar, tragedię która łapie widza za serce, a mi samemu nakazała przez cały film trzymać stronę Evy. Chociaż wydaje mi się, iż sama Eva od pierwszych chwil życia Kevina, po prostu nie darzyła go takim uczuciem jak większość matek swoje dzieci. Może w ogóle go nie kochała . . .  Ciężko być obiektywnym, gdyż postać Kevina i cała historia jest przedstawiona z perspektywy matki i to jej odczucia narzuciły mi sposób myślenia o tym filmie a co za tym idzie wnioski.

Jest w tym tytule kilka scen, które mocno zapadają w pamięć, nie chce za wiele zdradzać ale sami się zorientujecie o które ujęcia mi chodzi :). Bardzo wkurzyło mnie nastawienie ludzi do Evy, która jeżeli w ogóle była, to na pewno w niewielkim stopniu odpowiedzialna za zachowanie swojego syna. Największym atutem tego filmu jest sposób w jaki opowiedziana jest na cała historia. Ciągłe retrospekcje coraz mocniej pozwalają odczuć ból, który doskwiera matce. Uważam, że rola Tildy Swinton w tym filmie jest jedną z jej najlepszych, fantastyczna charakteryzacja a także inwencja aktorki to mistrzostwo. Patrząc na twarz Evy widzimy, jak bardzo jest zmęczona i wykończona przeszłością, jak bardzo jest samotna i jak bardzo cierpi. Również kreacja młodego Millera, świetnie pokazuje charakter, powiem mało dosadnie „trudnego” dziecka. Na drugim planie jest jeszcze ojciec Kevina (John C. Reilly), którego postawą odebrałem jako bierną i bagatelizująca wszelkie sygnały, że z synem jest coś nie tak.

Największe plusy filmu to przejmująca opowieść oraz gra pierwszoplanowej dwójki aktorów. Małym mankamentem jest jednostronne przedstawienie wydarzeń, co trochę utrudnia odbiór, ale od czego mamy wyobraźnię i własne zdanie. Prawda ? Musimy porozmawiać o Kevinie to ważny film, pokazujący do tej pory nieafiszowaną, dramatyczną relację na linii rodzic – dziecko. Zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł. 

 

 

 

Sala samobójców – 2011

Reżyseria: Jan Komasa

Scenariusz: Jan Komasa

Produkcja: Polska

Gatunek: animacja, thriller, romans

Moja ocena 6/10

Witajcie, film Sala samobójców jest pierwszą polską produkcją jaką Wam rekomenduje (zapewne nie ostatnią, mamy dobre polskie filmy). Film obejrzałem stosunkowo nie dawno tj, na pewno w 2011 roku, dokładnej daty nie pamiętam, przybliżonej też nie. Jak to zazwyczaj u mnie bywa, do Sali samobójców, tak samo jak do innych polskich filmów podszedłem z dużą obawą, bez przesadnych oczekiwań. Bo obejrzeniu filmu, chyba troszeczkę nie dowierzałem, że mam do czynienia z polskim tworem. To wszystko przez „polską kinematografię” produkującą bezczelnie głupie komedie romantyczne czy pseudo filmy w stylu dziwadeł pod tytułem Weekend, Kac Wawa etc. tfu ! Film Jana Komasy, jest bardzo ważną pozycją w rodzimej filmografii, jest przede wszystkim bardzo europejską a nawet światową produkcją z powodzeniem radzącą sobie choćby na Berlinale.

Główny bohater Dominik na pierwszy rzut oka wiedzie wspaniałe życie, na wysokim poziomie. Pewnego dnia podczas treningu, błędnie odczytuje intencje swojego kolegi, w wyniku czego dochodzi do pocałunku. Prowodyr całego zajścia, wrzuca kompromitujący Dominika filmik do sieci. Chłopak bardzo to przeżywa, zamyka się w sobie i ucieka do wirtualnej rzeczywistości, gdzie trafia na Salę samobójców . . .

Jan Komasa reżyser, tego filmu napisał także do niego scenariusz. Za film ten twórca otrzymał nagrodę Złotej Kaczki. Według mnie najlepszą kreację aktorską w Sali samobójców stworzył młody Jakub Gierszał grający Dominika. Duża część publiczności zachwyca się grą Romy Gąsiorowskiej, ja również, ale w sposobie wysławiania się ma ona pewną manierę, która mi nie odpowiada. Zauważam to w każdym filmie z jej udziałem. W wielkie zdziwienie wprawiła mnie Agata Kulesza, która bardzo dobrze zagrała z pozoru zimną matkę Dominika. Tak na prawdę dopiero w tym filmie odkryłem ogromne zdolności aktorskie Kuleszy. Obraz jest połączeniem filmu i animacji co daje bardzo ciekawe połączenie, choć używane już w światowej kinematografii od dawna.

Jeżeli jesteś sceptycznie nastawiony do polskiego kina powinieneś obejrzeć ten film. Jeżeli cenisz polskie filmy, a nie oglądałeś „Sali samobójców” również powinieneś po tą pozycję sięgnąć. Polecam !

Elitarni (Tropa de Elite) – 2007

Reżyseria: Jose Padilha

Scenariusz: Braulio Mantovani, Rodrigo Pimentel, Jose Padilha

Produkcja: Argentyna, Brazylia, Holandia, USA

Gatunek: dramat, kryminał, thriller, akcja

Moja ocena: 7/10

Zanim zacznę zaznaczam, że polecam również drugą część Elitarnych, którą oceniam tylko jeden stopień niżej czyli na 8. Tropa de Elite jest zdobywcą Złotego Niedźwiedzia.

Akcja filmu zaczyna się, krótko przed przyjazdem Jana Pawła II do Rio de Janeiro  Kapitan Nascimento, ma za zadanie wyeliminowanie dilerów, działających w slumsach. Nascimento, wraz ze specjalnym oddziałem policji BOPE, bezwzględnie walczą z przestępcami.  Pracę specjalnego oddziału utrudniają dodatkowo, zamieszani w korupcje policjanci, którzy czerpią zyski z „ochrony” dilerów. Film wywołał spore kontrowersje ze względu na pokazanie brazylijskiej policji jako instytucji często okrutnej i używającej przemocy. Reżyser Jose Padilha pokazał brazylijskie slumsy jako swoistą strefę wojny, w której nie ma żadnych zasad. Mamy tutaj do czynienia z sytuacją, trafnie opisaną przez słowa recenzji na, którą kiedyś trafiłem : „dobry diler to martwy diler”.

Obok Miasta Boga jest to drugi film, który pokazuje życie w brazylijskich slumsach. Czy tak jest na prawdę nie wiem, ale wygląda to wszystko bardzo realistycznie. Na Waszą szczególną uwagę zasługuje aktor, który zagrał główną rolę – Wagner Moura. Polecam również Cidade Baixa z tym właśnie aktorem.

Obraz Padilhy pokazuje również cały łańcuch, całą hierarchię jaka panuje w przedstawionym narkotykowym biznesie. Od samego szczytu po szeregowych chłopców na posyłki. Kochani jako ciekawostkę zdradzę Wam, iż według dystrybutora filmu, tylko jeden tytuł pokonał w box office (brazylijskim) Avatara. Kto zgadnie co to za tytuł ?

Pachnidło. Historia mordercy ( Perfume. The Story of a Murderer ) – 2006

Reżyseria: Tom Tykwer

Scenariusz: Andrew Birkin, Bernd Eichinger, Caroline Thompson, Tom Tykwer

Produkcja: Francja, Hiszpania, Niemcy, USA

Gatunek: dramat, thriller

Moja ocena: 10/10

Historia Jana Baptysty Grenouille`a (Ben Whishaw) jest jednym z niewielu filmów, do których wracam. Produkcja, którą wyreżyserował niemiecki twórca Tom Tykwer, jest adaptacją powieści Pachnidło. Historia pewnego mordercy – Patricka Suskinda. Ten skromny niemiecki pisarz, który podobno stroni od sławy i poklasku, za prawda do ekranizacji swojej książki zgarnął bagatela 10 europejskich baniek. Akcja opowieści o genialnym człowieku, który posiada nadzwyczaj rozwinięty zmysł węchu, toczy się w XVIII wiecznej Francji. Doświadczoną przez los sierotę, pod swoją opiekę bierze mistrz, w tworzeniu zapachów – Giuseppe Baldini (Dustin Hoffman). Mężczyzna od razu dostrzega w swoim podopiecznym geniusz. Kiedy Baldini przegrywa z konkurencją i jego perfumy przestają się sprzedawać, Baptysta, wykorzystując swój talent, tworzy niezwykłe kompozycje, znajdujące uznanie wśród klientów. Główny bohater przekonany, że poznał już wszystkie zapachy świata, opuszcza Baldiniego. Młody mistrz poszukuje, ostatniego składnika to idealnych perfum, szuka zapachu kobiety. . .

Już na samym początku filmu zaczarowały mnie barwy, które pomimo dosyć mrocznej perspektywy są niebywale żywe i podkręcają zmysły. Dzięki temu możemy poczuć smak i zapach czerwonych jabłek czy żółtych, delikatnych kwiatów. Oglądanie Pachnidła zawsze jest dla mnie wielką przyjemnością, wizualnie jest to bardzo plastyczne dzieło, które śmiało mogę nazwać wielką sztuką. Sceny przedstawiające Paryż są niebywale urokliwe. Brudne, ciemne uliczki pełne rzezimieszków i żebraków świetnie oddają klimat tamtych czasów. Brawa za zdjęcia dla Franka Griebe, który jest stale tworzy wraz z Tykwerem. Najważniejsza scena, którą uważam za sedno całego filmu – moment w którym szalony Jan rozpyla swoje doskonałe pachnidło wśród tłumu, powaliła mnie na kolana. Uważam, że Whishaw jak do tej pory już w żadnym filmie nie stworzył tak wspaniałej kreacji. Każdy gest Baptysty, mimika, spojrzenie powodowało na moich plecach prawdziwe ciarki. Do kin wchodzi teraz Atlas chmur, właśnie z Benem Whishawem, mam nadzieję że znowu jego gra zakrawać będzie o geniusz. Na pewno sprawdzę. Żebyście sobie nie pomyśleli o Pachnidle jako o filmie jednego aktora. Nic podobnego, Dustin Hoffman również wzbił się na wyżyny swojego niewątpliwego talentu. Całemu obrazowi piękna i subtelności dodają baśniowe twarze ofiar głównego bohatera: Laury Richis (Rachel Hurd Wood) czy dziewczyny ze śliwkami (Karoline Herfurth).

Na mojej mapie filmowej adaptacja powieści Suskinda zajmuje wyjątkowe miejsce. Ja poczułem jak pachnie szaleństwo pasja i chora determinacja. Mam nadzieje, że i ty poczujesz. A jak obejrzysz już ten film, możesz podzielić się ze mną i czytelnikami swoją opinią. Polecam do lektury książki i zachęcam do obejrzenia filmu.