Dziedzictwo Bourne`a (The Bourne Legacy) – 2012

7476207.6

Reżyseria: Tony Gilroy

Scenariusz: Tony Gilroy, Dan Gilroy

Produkcja: USA

Gatunek: sensacyjny

Moja ocena 7/10

Bałem się, że kolejny film z serii, będzie niewypałem, próbą zarobienia na jakby nie było znanej na całym świecie i niemalże już kultowej marce. Obawiałem się jaki to będzie Bourne bez Matta Damona. Dziedzictwo Bourne`a okazało się filmem godnym poprzednich części i fantastycznym początkiem dla kolejnych odsłon przygód nowego agenta.

Po tytuł ten sięgnąłem w ciemno, moją jedyną motywacją przy wyborze był szacunek i uznanie dla trylogii, którą znałem do tej pory i która za każdym razem spełniała moje oczekiwania (czytaj dostarczała rozrywki). Dopiero po seansie dokonałem inwigilacji i dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy, otóż reżyserem i zarazem scenarzystą tego filmu jest odpowiedzialny za scenariusz w trylogii z Mattem Damonem Tony Gilroy. Mam gdzieś Oskary, ale dla swojego świętego spokoju muszę dodać, że Gilroy za swój debiut reżyserski czyli Michaela Claytona dostał nominację do amerykańskiej nagrody.

Scenariusz tej produkcji jest bardzo spójny z poprzednimi ekranizacjami powieści Roberta Ludluma. Szereg nawiązań do agenta Bourne`a oraz programu Treadstone, sprawiają że ten film można traktować jako kontynuację a nie oderwaną od konwencji filmową wariację. Główny bohater Aaron Cross (Jeremy Renner) dokładnie tak jak jego poprzednik przestaje być użyteczny i wygodny dla swojego dotychczasowego pracodawcy. Wykorzystując umiejętności nabyte podczas pracy w CIA musi uciekać i walczyć o swoje życie. Pojawia się oczywiści kobieta. W tym przypadku przepiękna Dr Marta Shearing (Rachel Weisz).

Właściwą ocenę zacznę od stwierdzenia, iż Dziedzictwo Bourne`a nie jest wcale (jak wielu pisze) najsłabszą częścią przygód. Jest to ciekawa bardzo logiczna historia, której dynamika nie pozwala nam się przed ekranami ani na chwilę nudzić. Jeremy Renner, którego pierwszy raz zobaczyłem w The Hurt Locker. W pułapce wojny, podołał wyzwaniu i stworzył postać agenta, który z powodzeniem zastąpił Jasona Bourne`a. Było to nie lada wyzwanie, ponieważ jak już wspomniałem ciężko mi było sobie wyobrazić film bez Matta Damona  a co za tym idzie agenta Bourne`a. Rozwalają mnie komentarze, w których ktoś hejtuje reżysera, za to że nowy Bourne ma inny klimat niż wcześniejsze części. Przecież dwie wcześniejsze części robił inny twórca, każdy ma swój styl i to tutaj właśnie pokazał Gilroy, jednocześnie pozostając bardzo głęboko w konwencji wcześniejszych filmów. W opisywanym przeze mnie tytule można się jedynie przyczepić do dwóch spraw. Po pierwsze motyw z pigułkami i wirusem, który na stałe może zmienić IQ człowieka, trochę mi nie przypadł do gustu, a po drugie pan Edward Norton, od którego poprzez ostatnie filmy wciąż się oddalam. Jego gra wyglądała tak, jakby machnął ręką na ten cały projekt i zagrał tylko dla kasy. Mogę się mylić. Za to Rachel Weisz cudowna. To znaczy przyznam się szczerze, że nie potrafię ocenić tego jak zagrała, ponieważ w jej przypadku będę zawsze nieobiektywny. Na uwagę zasługuje również drugoplanowa rola Oscara Isaaca. Bardzo lubię tego aktora, przemawia przez niego prawda i jest bardzo przekonywujący.  Obraz okraszają wspaniałe zdjęcia Roberta Elswita – mistrza ! Sprawdźcie sobie filmografię tego gościa, koniecznie. Wszystko pięknie współgra w takt bardzo dobrej muzyki Jamesa Newtona Howarda, któy komponował dla takich tytułów jak między innymi: Pretty Woman, Książe Przypływów, Ścigany, Mój chłopak się żeni, Adwokat diabła czy Mroczny rycerz

Dziedzictwo Bourne`a to dobry film  sensacyjny, który daje duże nadzieje na kolejne części na równie wysokim poziomie. Fanom Matta Damona scenarzyści pozostawili nadzieję i bardzo realne może być spotkanie dwójki agentów w ewentualnej przyszłej odsłonie przygód. Polecam ten film.