Atlas chmur ( Cloud Atlas ) – 2012

7492738.6

Reżyseria: Tom Tykwer, Lana Wachowski, Andy Wachowski

Scenariusz: Reżyseria: Tom Tykwer, Lana Wachowski, Andy Wachowski

Produkcja: Hongkong, Niemcy, Singapur, USA

Gatunek: dramat, sci-fi

Moja ocena: 8/10

Jeżeli film ten nie zgarnie wszystkich możliwych nagród za charakteryzację, to będzie to wielkie niedopatrzenie i niesprawiedliwość, bo pod tym względem bije Atlas chmur na łeb i szyje inne produkcje z 2012 roku. Jak napisał jeden z użytkowników znanego portalu filmowego „tyle się dzieje, że aż głowa puchnie”. Słowa te bardzo trafnie oddają to z czym mamy do czynienia podczas seansu. Oczywiście moje oczekiwania względem tego tytuły były duże, przez ludzi, którzy podjęli się reżyserii i pisania scenariusza. Tom Tykwer, którego Pachnidło jest moim filmem numer 1, filmem najukochańszym przy współpracy z duetem braci, wróć! rodzeństwem Wachowskich musiał stworzyć coś wyjątkowego i dobrego. Tak się stało, Atlas chmur jest ciekawym, kombajnem filmowym, który pomimo znacznej długości ogląda się bez mrugnięcia oka.

Fabuła jest nieco skomplikowana, wydarzenia mają miejsce w sześciu różnych epokach, ale wszystkie są w pewien sposób połączone. Trudno zarysować w jednym zdaniu o czym jest to film, ale próbując można napisać, że o tym jak nasze zachowanie, decyzje, wybory i czyny mogą wpływać na teraźniejszość i przyszłość. Zresztą zacytuję jedno ze zdań, które pojawia się w filmie. „Czym byłby ocean? Bez dużej ilości kropel”.

Każda z historii, ma miejsce w innych czasach, biorą w niej udział różni bohaterowi, mamy tutaj do czynienia z gwałtownymi przeskokami między wydarzeniami i epokami co początkowo wprowadza małe zamieszanie. Z czasem wszystko staje się spójne i zrozumiałe. Aktorzy, którzy wystąpili w filmie grają po kilka różnych postaci, które często wiele łączy. Każda postać jest zagrana bardzo dobrze, starannie i precyzyjnie, z sercem i pełnym zaangażowaniem. Weźmy chociaż takiego Hugh Granta, który kojarzył mi się z komedyjkami romantycznymi na słabym poziomie. Postać Wodza Kony, w którą między innymi się wcielił jest fantastyczna ! Jest to oczywiście po części zasługa charakteryzacji, ale najwięcej jak zwykle zależy od aktora. Rewelacyjny Tom Hanks we wszystkich swoich wcieleniach hipnotyzuje widza skacząc z dobrego Zachariasza, aby w mig przemienić się w perfidnego złodzieja. Hugo Weaving – mistrzostwo świata, jego Stary Georgie wymiata, zresztą zobaczcie sami. Kurcze ktoś kto zajmował się doborem ekipy aktorskiej wybrał idealnych ludzi do zaplanowanych ról. Ben Whishaw, mój wspaniały szaleniec ze wspomnianego już Pachnidła ponownie zagrał tak, iż nie można od jego gry oderwać wzroku, każdy gest, ruch i słowo postaci przez niego zagranych pozwala się rozkoszować geniuszem tego aktora. Poza tym Halle Berry, Jim Strugess, Susan Sarandon i wielu innych. Jest też poczciwy Jim Broadbent, którego Timothy Cavendish potrafi rozbawić i wzruszyć. Pomimo tego iż aktorzy grają po kilka postaci, to każda zagrana przez jednego z nich, jest odmienna i charakterystyczna.

Sam obraz w filmie jest potężny pełen przepychu, niezwykle barwny i efektowny. Produkcja jest dopracowana w niemalże każdym szczególe.  Atlas chmur to piękny film, który też wiele wymaga od widza, musimy być skupieni i uważni. Po seansie byłem zmęczony ale zachwycony i bardzo zadowolony. Na koniec znów powróciło do mnie pytanie o sens mojej, naszej egzystencji, ale po chwili analizy nad filmem, uspokoiłem swoje wątpliwości.

Reasumując film jest bardzo dobry, godny polecenia i uwagi, fenomenalne efekty specjalne, rozmach, wysokiej klasy gra aktorów, rewelacyjna charakteryzacja, to wszystko składa się na porządne kino i nawet filozoficzne rozważania nie są wtedy tak bardzo uciążliwe.  Ze spokojem polecam.

Straż sąsiedzka ( The Watch ) – 2012

7484501.3

Reżyseria: Akiva Schaffer

Scenariusz: Evan Goldberg, Seth Rogen, Jared Stern

Produkcja: USA

Gatunek: komedia, sci-fi

Moja ocena: 5/10

Nie oczekiwałem po tym tytule czegoś wyjątkowego i nadzwyczajnego. Może nawet się bałem, iż będzie to słaby film, ponieważ produkcje z Benem Stillerem nie są górnych lotów i nie należą do moich ulubionych. Jednak kiedy przyjrzałem się okładce i zobaczyłem na niej dwóch zajebistych aktorów Vince`a Vaughn`a i Jonah`a Hill`a, którzy komediowo wymiatają, to pomyślałem, że w sumie nie może być aż tak źle.

A jak było w rezultacie ?

Zacznę od krótkiego opisu. Straż sąsiedzka to historia czwórki facetów (tzn. trójki facetów i jednego kosmity ;>), którzy po tajemniczej śmierci jednego z mieszkańców swojego miasteczka, postanawiają powołać do życia właśnie prewencyjny i zarazem śledczy odział dbający o bezpieczeństwo mieszkańców. Co z tego wynikło i co udało się ustalić naszym panom, przekonajcie się sami. Chociaż, nie myślcie, że tak bardzo chce Wam polecić ten tytuł. Myślę nawet, że jeżeli ktoś nie zobaczy Straży sąsiedzkiej, to straci bardzo niewiele. Nie myślcie, też że jest aż tak źle, bo nie jest. Film jest zwyczajnie średni, zdarzają mu się śmieszne sceny, co jest zasługą przede wszystkim Jonah`a Hill`a który jak zwykle humorystycznie i z jajem zagrał tym razem dziwnego Franklina. Pomimo luźnej konwencji z przymrużeniem oka, reżyser zadbał o szczegóły, którymi charakteryzowało się klasyczne kino sci-fi z USA. Spotkamy tutaj zieloną maź wieszczącą obecność obcych a także postrzelamy wiązką lasera.

Samotnicy, znudzeni mężowie i w sumie to chyba wszyscy mężczyźni mogą poczuć jednak więź z bohaterami filmu. Bo kto z nas panowie nie chce mieć kumpli, nie marzy o spotkaniach przy piwie, męskich żartach. Każdy z nas potrzebuje chwili odprężenia i odskoczni od spraw codziennych. A dalej zdradzając fabułę bycie w jakimś klubie, przynależność do grupy, kiedy w nasze życie wkrada się monotonia i rutyna . . . to jest coś.

Czy polecam ? Sam nie wiem. Trochę tak, ale bez przesady nie liczcie na wiele. Ja na przykład preferuje oglądanie filmów w samotności lub we dwójkę z moją kochaną połówką. Jeżeli wy też, a zdarzy się sytuacja, że odwiedzi Was grupa kumpli, znajomi, ktokolwiek przy kim ciężko się skupić na seansie to śmiało wtedy można włączyć ten film. Jestem bardzo ciekawy jak Wy oceniacie tą produkcję. Będzie mi miło jeżeli zostawicie opinie w komentarzach i przy okazji polubicie mój blog na facebooku. Pozdrawiam.

Mroczny Rycerz powstaje (The Dark Knight Rises) – 2012

7476576.3

Reżyseria: Christopher Nolan

Scenariusz: Jonathan Nolan, Christopher Nolan

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 7/10

Moje oczekiwania co do finałowej odsłony opowieści o Batmanie Nolana, były bardzo duże. Najważniejszym wnioskiem jaki wysnułem po obejrzeniu najnowszej historii o człowieku – nietoperzu jest to, iż Nolanowi się po prostu nie odmawia, a szanujący się widz powinien zobaczyć każdy jego film pomimo kilku negatywów jakie zaobaczyłem w tym filmie. Christian Bale, Tom Hardy, Anne Hathaway, Michael Caine, Gary Oldman, Morgan Freeman, Marion Cotillard, Joseph Gordon Levitt, to najważniejsi aktorzy jakich udało się zgromadzić przy produkcji tego tytułu. Ta lista robi wrażenie, prawda ?

Mroczny Rycerz powstaje jest kontynuacją Mrocznego rycerza i prawdopodobnie ostatnim filmem o Batmanie w reżyserii brytyjskiego twórcy. W tej części adaptacji komiksu, pokazany jest nam powrót Batmana na ulice Gotham, który po 8 letniej przerwie, musi ponownie zmierzyć się z kolejnym ciemiężycielem miasta – zamaskowanym terrorystą Banem.

Oczywiście pod względem efektów specjalnych, rozwiązań i w ogóle techniki Nolan i jego ekipa wspięła się na wyżyny do czego zdążyli nas już przyzwyczaić. Chociaż np. nowa maszyna Batmana jak dla mnie była nieco zbyt futurystyczna i przez to przesadzona, za to motocykl to majstersztyk speców od animacji i efektów. Umila nam oglądanie muzyczna interpretacja Hansa Zimmera, klasycznej ścieżki z Batmana, która co i raz podgrzewa atmosferę i dozuje napięcie. Aktorsko najbardziej wiarygodni byli dla mnie Tom Hardy jako Bane, (który zaczyna być jednym z moich ulubionych aktorów), czego ten człowiek nie potrafi zagrać ? Największe zaskoczenie pozytywne to Anne Hathaway, po której nie spodziewałem się za wiele, a przyćmiła Marion Cotillard, w stosunku do której miałem dużo większe oczekiwania. Jednak również kreację tej drugiej muszę bronić, bo uważam że krytyka, która spotkała Marion, po tym filmie, wygłaszana na wielu blogach i profesjonalnych stronach zajmujących się filmem jest mocno przesadzona. Kobieta dała radę. Christian Bale jak zwykle na stałym dobrym poziomie. Reszta na prawdę na plus. Jako fan Skazanego na śmierć , zdradzę tym, którzy jeszcze najnowszego filmu o Batmanie nie widzieli, że epizodycznie można na ekranie dostrzec Wade`a Williamsa oraz Reggiego Lee. Zawiódł mnie nieco scenariusz, który serwuje nam wiele wyjątkowo wymyślnych wątków, i momentami serwuje po prostu mniej ciekawe sceny. Nowy Mroczny nie jest już tak mroczny jak poprzednia część. Wcześniejszy film przeżywam do dzisiaj, jak dla mnie był idealnym Batmanem wg Nolana a opisywanej przeze mnie kontynuacji nie udało się dosięgnąć tego ideału. Do tego uważam, że produkcja Brytyjczyka była nieco za długa. Pomimo tych minusów nie można odmówić wielkości Nolanowi i jego filmom dlatego daje 7/10.

Zdradzę Wam, że największy sentyment czuję do starych „batmanów” Tima Burtona. Pod względem efekciarskim wypadają blado, ale efekty specjalne to dziś domena wielu produkcji. Burton zrobił magicznego, fantastycznego Batmana, w którym klimat i ciekawa scenografia są cudowne. A role ?  Miód. A wy co sądzicie o różnych adaptacjach tego kultowego komiksu ?

 

Looper – Pętla czasu (Looper) – 2012

Reżyseria: Rian Johnson

Scenariusz: Rian Johnson

Produkcja: Chiny, USA

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 3/10

Wiem, że stosunkowo niska ocena. Może wczoraj byłem bardzo zmęczony, albo źle się zabrałem do tego filmu, ale do cholery, między środkiem a końcem prawie zasnąłem. Może jak kiedyś (w co wątpię) obejrzę Loopera raz jeszcze, to zmienię zdanie. Na gorąco, był to jeden z gorszych filmów jakie oglądałem w ostatnim czasie. Liczyłem na trochę więcej, nie dużo ale jednak więcej.

Najbardziej w tym tytule podobał mi się czasomierz, który do paska miał przypięty Joe (Joseph Gordon Levitt) oraz jego starsza wersja (Bruce Willis). Dowiedziałem się również, że w przyszłości narkotyki przybiorą postać kropli do oczu. Dobra ! Chodzi o to, że w przyszłości stają się możliwe podróże w czasie. Oczywiście są one nielegalne. Organizacje przestępcze dzięki nowej możliwości podróży w czasie eliminują niewygodnych ludzi. Wysyłają ich w przeszłość, a tam zajmują się nimi looperzy – zabójcy, którzy mordują ludzi odesłanych z przyszłości. Scenarzysta pokazał świat, gdzie za kilkadziesiąt lat, ludzie bezdomni i biedni będą zupełnie nietolerowani. Rian Johnson bardzo wyraźnie zaznaczył skrajną różnicę między bogatymi a biednymi. Młody Joe czeka na kolejną ofiarę, jego mocno stuningowany shotgun, wymierzony jest już w miejsce gdzie pojawić ma się przybysz z przyszłości. Człowiek pojawia się. Okazuje się, że Joe ma zabić samego siebie, tyle że z przyszłości, a jest to sprawka nowego szefa looperów Rainmana, który postanowił zamknąć wszystkie pętle. Czy Joe wykona swoją pracę, co zrobi ? O tym, jak skutecznie nie obronię Was przed tym filmem – przekonacie się sami. Główny bohater to najmłodszy w historii przyjęty do organizacji looper. Lubi nosić skórzaną kurtkę i elegancko wyglądać. Ma jak na tamte czasy dość klasyczny i archaiczny strój. Joe to trochę taki cwaniak, któremu do czasu, wydaje się że wszystko mu wolno. Będziecie w niezłym szoku jak zobaczycie postać Abe`a, szefa looperów w czasach teraźniejszości. Specjalnie nie zdradzę, kto go gra. Od razu wiedziałem, że kojarzę tego aktora, ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd (hahaha!). Na szczęście z pomocą przyszła moja wspaniała małżonka. Joe, który po  pracy odpręża się w klubie często zażywa futurystyczny narkotyk – jest uzależniony. W ten sposób próbuje zapomnieć o tym co robi. Na ekranie widoczne są jego moralne rozterki.

Nie mogę wymienić plusów tego filmu. Jednym może być piękne ciało Suzie, którą zagrała Piper Perabo (Prestiż, Wygrane marzenia). Aha no i plus za charakteryzację Josepha G. Levita – jest nie do poznania. Co do gry aktorów, to nie zrobiła ona na mnie żadnego wrażenia. Joseph Gordon Levitt, na którego bardzo liczyłem, bo grać potrafi, był zaledwie poprawny. Dziadek Willis – nic nadzwyczajnego. Czy najlepsze czasy są już za nim ? Nawet bardzo utalentowana Emily Blunt, która zagrała Sarę  nie pomogła. Film ciągnie się i ciągnie. Katorgę przechodziłem choćby podczas nudnej sceny w barze – paplanina bez sensu.

W ogóle jak na taki futurystyczny klimat, to mało efektów specjalnych i ciekawych rozwiązań. Miałem Was przestrzec przed tym filmem, ale wiecie co, obejrzyjcie i powiedźcie mi czy moja dzisiejsza ocena jest wynikiem zmęczenia czy też nie. Bo ja na prawdę nie sądzę, iż mógłbym Loopera ocenić wyżej. Zastanawiałem się co prawda nad oczkiem wyżej, ale 4/10 dostał ode mnie wcześniej opisany Dyktator a na nim spać mi się jakoś nie chciało.

Niesamowity Spider-Man (The Amazing Spider-Man) – 2012

Reżyseria: Marc Webb

Scenariusz:  James Vanderbilt, Alvin Sargent, Steve Kloves

Produkcja: USA

Gatunek: akcja, sci-fi

Moja ocena: 6/10

Najnowszy film o człowieku pająku jest po prostu dobry. W sam raz na leniwe popołudnie lub wieczór.  Obraz ten ogląda się bardzo przyjemnie, bez większego wkładu jako widza. Niesamowity Spider-Man to pierwszy film z nowej serii o superbohaterze, który wyczynia efektowne akrobacje za pomocą pajęczej sieci. Kilka informacji, otóż w nowej koncepcji Peter Parker (Andrew Garfield) zaczyna swoją przygodę z pajęczym wcieleniem już w liceum. Początkowo nad nową odsłoną pracował reżyser poprzedniej trylogii Sam Raimi, jak podają media twórca jednak wycofał się z tego projektu. W sieci krążą plotki, że Raimi oraz Tobey Maguire nie godząc się na znaczącą ingerencję studia filmowego w nową część przygód, zostali po prostu wyrzuceni z załogi pracującej na filmem. Parker, który próbuje dowiedzieć się , dlaczego został oddany pod opiekę wujków, oraz chce dociec co stało się z jego rodzicami trafia na Curta Connorsa (Rhys Ifans).  Człowiek ten kiedyś był bardzo bliskim współpracownikiem ojca naszego głównego bohatera. Młody Parker zostaje przypadkowo ukąszony przez pająka o zmodyfikowanym DNA i tak zaczyna się cała historia.

Co do strony technicznej filmu, to efekty specjalne stoją na przyzwoitym poziomie, do którego przyzwyczaiły nas już poprzednie części. Obawiałem się czy młody Andrew Gargield udźwignie kultową dla wielu fanów komiksu postać. Udało mu się to wyjątkowo dobrze, jak dla mnie był nawet lepszy od poprzednika. Garfield stworzył postać żywiołową i pełną ekspresji. Parker nie jest już taką pierdołą jak za czasów Maguira. Teraz bohater jest przebojowy i ma po prostu jaja. Już po The Social Network wiedziałem, że z Andrew będą ludzie. Ciekawym zaskoczeniem jak dla mnie było obsadzenie w tej marvelowskiej produkcji Martina Sheena i Sally Field w rolach wujostwa Petera. Zupełnie nie pasowali mi do konwencji adaptacji komiksu o człowieku – pająku, a jednak po obejrzeniu filmu uważam, że byli perfekcyjnie wpasowani i fabułę i całość obrazu. Postać ukochanej spider-mana tym razem zagrała młoda, zdolna i obiecująca aktorka Emma Stone. Dziewczynę wystąpiła w głośnych Służących. Podsumowując grę aktorów nie było to coś niebywale wyjątkowego ale gra stała na całkiem przyzwoitym poziomie. Było pod tym względem na prawdę OK. Co do efektów specjalnych jest bardzo dobrze i wystarczy zobaczyć efekt na ekranie, każdy przekona się, że jest bardzo dobrze.

Muzykę do filmu stworzył uznany kompozytor James Horner, którego nuty podziwiać można w Titanicu, Avatarze czy Apollo 13.  Tak się składa, iż większość filmów z muzyką tego pana jest powyżej przeciętnego kina. Jedna rada na koniec dla wszystkich, którzy tego tytułu jeszcze nie widzieli. Omijajcie szerokim łukiem wersję z polskim dubbingiem – niszczy cały film. W ogóle nie oglądajcie filmów z dubbingiem (z wyjątkiem może Shreka). Nie ma to jak oryginalna ścieżka. Amen.

Melancholia – 2011

Reżyseria: Lars von Trier

Scenariusz: Lars von Trier

Produkcja: Dania, Francja, Niemcy, Szwecja, Włochy

Gatunek: dramat, sci-fi

Moja ocena: 8/10

Ostatnio, postanowiłem w końcu sięgnąć po Melancholię duńskiego twórcy, skandalisty – Larsa von Triera („Element zbrodni”, „Tańcząc w ciemnościach”, „Antychryst”). Skandynawski twórca nie tylko zajął się w tym filmie reżyserią, ale także samodzielnie napisał scenariusz. Film „Melancholia” doświadczył mnie metafizycznie, dotknął mojej wrażliwości. Produkcja Larsa von Triera zaczyna się sekwencją wydawać by się mogło dziwnych i niezrozumiałych obrazów. Z czasem wszystko nabiera sensu. Następnie mamy do czynienia z dwoma częściami filmu zatytułowanymi od imion sióstr – głównych bohaterek. Pierwszą z nich Justine gra Kirsten Dunst ( znana ze „spidermanów” ), która stworzyła niebywałą postać i zagrała na niespotykanie wysokim poziomie. Myślę, że stworzyła nawet nową jakość. Dunst w tym filmie gra przede wszystkim twarzą. Każdy jej gest, ruch brwiami, spojrzenie, dosłownie cała mimika mistrzowsko oddają stany emocjonalne głównej bohaterki. Na prawdę jedna z najlepszych kreacji z jakimi się spotkałem w życiu. Scena kiedy oddaje się Melancholii jest fantastyczna. Justine pieści się z planetą, która jest jej wybawieniem od cierpienia na tym świecie. Drugą z sióstr Claire gra Charlotte Gainsbourg ( Antychryst), z którą duński twórca pracuje już nie pierwszy raz. Również świetna rola. Gainsbourg praktycznie we wszystkich swoich filmach prezentuje wyśmienity poziom. Oprócz tych dwóch aktorek w Melancholii możemy zobaczyć m.in. Kiefera Sutherlanda, Aleksandra Skarsgarda i jego ojca Stellana oraz Johna Hurta.

Na delektowanie się obrazem Duńczyka, pozwala fantastyczny zabieg „kręcenia kamerą z ręki”. Efekt takiego zabiegu jest piorunujący. Zdjęcia Manuela Alberta Claro w plenerze są bardzo wyraziste i piękne – bliskie naturze. Muzyka Wagnera, którą okraszone są smutne sceny, idealnie oddaje charakter wydarzeń. Scena, w której naga Justine oddaje się Melancholii – kapitalna. Główna bohaterka ze spokojem czeka na koniec, bo koniec ten przyniesie jej spokój i ukojenie. Zbliżająca się planeta jest dla niej wybawieniem, z którym przeżywa miłosne uniesienie.

Zamykając w jednym zdaniu, jest to film o chorobie, smutku, lęku i oczekiwaniu na koniec WSZYSTKIEGO. Gorąco polecam i zachęcam do obejrzenia tego wybitnego dzieła !

Geneza planety małp (Rise of the Planet of the Apes) – 2011

Reżyseria: Rupert Wyatt

Scenariusz: Amanda Silver, Rick Jaffa

Produkcja: USA

Gatunek: dramat, akcja, sci-fi

Moja ocena : 7/10

Przy okazji wspomnę, że jestem również wielkim fanem (co spotyka się często z wielką krytyką) Planety małp z 2001 roku. Genezę oglądnąłem z zapartym tchem i wielką przyjemnością. Za reżyserię jest tutaj odpowiedzialny Ruper Wyatt, którego do tej pory w ogóle nie znałem. Teraz sprawdzając jego filmografię szykuje się do The Escapist, które wyszło spod jego ręki w 2008 roku. Dyskutując z innymi ludźmi na temat filmu, który opisuje, większość przyznaje, że efekty specjalne, dynamizm naprawdę robią wrażenie. Niestety zaraz potem równają z ziemią całą Genezę ze względu na, jak to mówią, bardzo kiepski i ckliwy scenariusz. Ja się z nimi nie zgadzam. Widocznie się nie znam  na filmach, może tylko mi się wydaje ale uważam, że kolejny film z serii małpy stoi na wysokim poziomie pod każdym względem.

Niezłą kreację w tym filmie stworzył  James Franco, który trochę przypomina mi, dzisiaj już zapomnianego Stevena Bauera („Człowiek z blizną”, dalej gra ale jakoś bez powodzenia). Wracając do Franco, uważam go za jednego z lepszych aktorów pokolenia 30 – 35 latków. Polecam obejrzeć z jego udziałem takie pozycje jak : Tristan i Izolda, Obywatel Milk i na koniec wspaniały 127 godzin. Pozytywnie zaskoczył mnie także Tom Felton znany z roli Draco Malfoya (seria Harry Potter).

Reasumując film ogląda się świetnie i na pewno jest to zasługa Adrew Lesnie, odpowiedzialnego za zdjęcia do Genezy planety małp. Zgadnijcie kto robił zdjęcia do takich produkcji jak : Babe – świnka w mieście, trylogia Władca pierścieni, King Kong, Jestem legendą, Nostalgia anioła i nadchodzące części Hobbita. . . ? No właśnie mistrz w swoim fachu pan Lesnie.  Króciutko o samym filmie. Rzecz dzieje się we współczesnym San Francisco, w wyniku badań naukowców, powstaje substancja powodująca szczególny rozwój intelektualny małp. Jak to zazwyczaj bywa wszystko wymyka się z pod kontroli i mamy duży problem. Ale obejrzyjcie sami, film jest tego warty.